Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




1
Oto stoimy nad ziemią tragiczną
Pobojowisko dymi odwarem strzaskanych wspomnień i snów.
Lepkimi krwią pytaniami
zdejmujemy hełmy przyrosłe do głów.
Głowy - czerwone róże przypniemy hełmom pokoleń.
Widzę: czas przerosły kitami dymów,
widzę czas: akropol zarosły puszczami traw.
Rzuć się, ostatni kainie, na ostatniego abla,
dław!

2
Wracając z pogrzebu ostatniego człowieka,
jak wyzwanie
rzucam przygarść powietrzną - skowronka - w niebo
i ziemię ronię jak łzę nad wszechświatem.

Krzysztof Kamil Baczyński wiosna 40r.


Melancholijne damy o rękach z żółtego wosku,
kukły z oczami z fałszywych obłoków,
pobladłe wargi zanurzają w spokój
jak w białe futro troski.
Łuki wygięte trąby i skrzypiec zerwane struny
wiszą na ścianach, na ukos na stłuczonych oknach.
Widma zmierzchliwe biorą znużenie w słomiane palce
i jak soczewkę pomniejszającą wznoszą do oka.
A sale puste; ktoś echo rozlał i zmroził.
Rozlane wino, czy krew rozlana, czy światło?
Tylko postaci, co już odeszły, wklejone ciągle jeszcze w zwierciadło.
I ptak zabity ciągle śmiertelnie jęczy w ogrodzie.
Już ta kareta nigdy nie wróci, a słychać tętent.
Tylko te stoły poprzewracane, rzucone karty.
Twarze przy świecach, twarze z zwierciadeł, twarze przeklęte,
czy nie widzicie? ta zgasła świeca jest czartem.

II.41 r


Dokąd to jeszcze? Ten cień stoi we mnie 
Jak obraz wieczny mego zatracenia,
Rdzewieje tarcza i gorzknieje ziemia
Pod zamyśleniem moim obosiecznym.
O, bo ja jestem mieczem krzywdy wszelkiej
Przez moje ręce wyciągnięte we śnie
Wędrują grzechy jak milczące węże
I wytryskają z palców jako pieśni.
I czego dotknę to się łzą pokryje
Jakoby rosą, tylko, że tak słoną,
Że się nie pięścią - całą ziemią biję
W pierś, której nigdy win nie odpuszczono.
O, bo i jakże odpuścić, że człowiek
Zapomniał głosu mówiąc w bożej mowie

I gdzie postąpię pęknie mi pod stopą
Ostatni kamień, a dalej już ciemność
I jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie
Który zawinił. Więc wtedy nade mną
Też blasku nie ma i w dłoni mi próżno
Jakby z niej krzyż wyjęto i włożono topór
i jestem duszą smutku po ciałach podróżną
I jestem sam i ziemi twardy opór.

O, żeby chwila jedna dzban by dano
Ze zdrojem chłodnym, żeby klątwę zdjęto
I żeby serce - sercem, a nie raną,
I żeby droga choć w konaniu - świętą
I niebo mnie nie skrywa jak ziemi powieka
I śniegu nawet nie ma, który mnie pokryje
Tylko jak głosy łzami po omacku ryję
Jak cień, jak cień strudzony, co zgubił człowieka.

6.XII.1942