Nie bój się nocy, ona zamyka
Drzewa lecące i ptasie tony
W niedostrzegalnych, mrocznych muzykach
W przestrzeni kute złote demony,
Które fosforem sypiąc wśród blasku
Wznoszą się białe, modre, różowe
Wznoszą się w lejach żółtego piasku,
W chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
Krople kosmosu, tabuny zwierząt,
Oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
Uczujesz ptaki i ciche konie,
Uczujesz kaształty, które nieznane
Przez ciebie idąc - tobą się staną.

Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
Ten strumień żywy przeobrażenia.
Duchy świecące, zwierząt pochody
Które zaklinam kształtów imieniem.

Ułóż wezbrane oczy w kołysce
Ciało na skrzydłach jasnych demonów
Wtedy przypłyniesz do mnie jak listek
Opadły w cichy, tygrysi pomruk.

21.XII.1941


Drzewa - to chumr zgęszczenia,
pod nimi dzwoni ziemia,
nad nimi rwą wezbrane
planety z brązu lane.

Lasy - smutku zielone
serca - w szmer przemienione,
pod nimi piły lament
białymi jęczy kłami.

Drzewa - bawoły złote
dymiły rudym poetem,
z pomrukiem ciała kładły
ku ziemi, aż upadły.

Drwale w śmiechu sypali
zęby jak sznur korali.
To piłą - ciszy przytną,
to śmiechu białą brzytwą.

Liście jak oczy wydrą
lśniące zieloną krzywdą,
to korę ciemną z ciała,
aż tryśnie krew dojrzała.

A nocą w sen zagięci -
- w warczący wir pamięci -
zobaczą drwale w lęku,
przykuci nocy ręką,
idące na nich prosto
topory sosen ostre.

22 listopada 41r.