Dokąd to jeszcze? Ten cień stoi we mnie
Jak obraz wieczny mego zatracenia,
Rdzewieje tarcza i gorzknieje ziemia
Pod zamyśleniem moim obosiecznym.
O, bo ja jestem mieczem krzywdy wszelkiej
Przez moje ręce wyciągnięte we śnie
Wędrują grzechy jak milczące węże
I wytryskają z palców jako pieśni.
I czego dotknę to się łzą pokryje
Jakoby rosą, tylko, że tak słoną,
Że się nie pięścią - całą ziemią biję
W pierś, której nigdy win nie odpuszczono.
O, bo i jakże odpuścić, że człowiek
Zapomniał głosu mówiąc w bożej mowie
I gdzie postąpię pęknie mi pod stopą
Ostatni kamień, a dalej już ciemność
I jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie
Który zawinił. Więc wtedy nade mną
Też blasku nie ma i w dłoni mi próżno
Jakby z niej krzyż wyjęto i włożono topór
i jestem duszą smutku po ciałach podróżną
I jestem sam i ziemi twardy opór.
O, żeby chwila jedna dzban by dano
Ze zdrojem chłodnym, żeby klątwę zdjęto
I żeby serce - sercem, a nie raną,
I żeby droga choć w konaniu - świętą
I niebo mnie nie skrywa jak ziemi powieka
I śniegu nawet nie ma, który mnie pokryje
Tylko jak głosy łzami po omacku ryję
Jak cień, jak cień strudzony, co zgubił człowieka.
6.XII.1942
Nie bój się nocy, ona zamyka
Drzewa lecące i ptasie tony
W niedostrzegalnych, mrocznych muzykach
W przestrzeni kute złote demony,
Które fosforem sypiąc wśród blasku
Wznoszą się białe, modre, różowe
Wznoszą się w lejach żółtego piasku,
W chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
Krople kosmosu, tabuny zwierząt,
Oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
Uczujesz ptaki i ciche konie,
Uczujesz kaształty, które nieznane
Przez ciebie idąc - tobą się staną.
Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
Ten strumień żywy przeobrażenia.
Duchy świecące, zwierząt pochody
Które zaklinam kształtów imieniem.
Ułóż wezbrane oczy w kołysce
Ciało na skrzydłach jasnych demonów
Wtedy przypłyniesz do mnie jak listek
Opadły w cichy, tygrysi pomruk.
21.XII.1941