Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Dokąd to jeszcze? Ten cień stoi we mnie 
Jak obraz wieczny mego zatracenia,
Rdzewieje tarcza i gorzknieje ziemia
Pod zamyśleniem moim obosiecznym.
O, bo ja jestem mieczem krzywdy wszelkiej
Przez moje ręce wyciągnięte we śnie
Wędrują grzechy jak milczące węże
I wytryskają z palców jako pieśni.
I czego dotknę to się łzą pokryje
Jakoby rosą, tylko, że tak słoną,
Że się nie pięścią - całą ziemią biję
W pierś, której nigdy win nie odpuszczono.
O, bo i jakże odpuścić, że człowiek
Zapomniał głosu mówiąc w bożej mowie

I gdzie postąpię pęknie mi pod stopą
Ostatni kamień, a dalej już ciemność
I jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie
Który zawinił. Więc wtedy nade mną
Też blasku nie ma i w dłoni mi próżno
Jakby z niej krzyż wyjęto i włożono topór
i jestem duszą smutku po ciałach podróżną
I jestem sam i ziemi twardy opór.

O, żeby chwila jedna dzban by dano
Ze zdrojem chłodnym, żeby klątwę zdjęto
I żeby serce - sercem, a nie raną,
I żeby droga choć w konaniu - świętą
I niebo mnie nie skrywa jak ziemi powieka
I śniegu nawet nie ma, który mnie pokryje
Tylko jak głosy łzami po omacku ryję
Jak cień, jak cień strudzony, co zgubił człowieka.

6.XII.1942


Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny
snów o sławie, zwycięstwie i życiu-bezklęsce,
marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem.
Matko! czy są gdzieś jeszcze te jasne godziny?
Godziny... zgonów, życia podeptane butem,
rozbite na minuty i sekundy bólu,
w ostrza broni i walki potrzebą przekute,
ciążące z krokiem naprzód ołowianą kulą.
Były dni - rozpalone szczęściem niezmierzonym,
były dni - zachlapane błotem lilie białe,
były dni - jak perłami usiane korony,
były dni ciche, smutne, nijakie, nieśmiałe.
Ty zawsze jesteś we mnie, trwasz we mnie krwiopłynem
i trwasz tak ziemsko, jednak nadczasowo...
Jak Chrystus cudze przyjmująca winy
i cudze krzyże nisąca nad głową.
Nad nami miłość żywa, bo bogata, wieczna,
nie zakwitła na rwanych rozognieniem ranach,
miłość jak przystań spokojna, bliskością bezpieczna
i jedyna wzajemna bez rany poznana...


Kiedy zabolą nas nogi tysiącem drzew,
pójdziemy dalej księżycem - przez słup oporu - postój,
gdy noc jak pręt leszczynowy gwiazdami się gnie
w niebo prosto.

Drogi pętlami udusiły las.
Hukiem oczy zmęczone drogę przenoszą w uśpienie.
Kilometr każdy - w serce głaz.
Spoza
brzęczą kroki - kilometrowe kamienie.
A w wydmach ciężej wiatru
śmierć swoją mówią mi w usta gwiazd konające szerszenie
i znów
z dróg lasy spływają jak z rynien
w okrzyki lip cichsze od żalu

zresztą
wieczór jest dziś zmęczony i jak księżyc - płynie.