Więc nie poszukasz mnie w oberżach kwiatów
i nie wyślesz mi zamiast listu - szklarki.
Co wieczór widzę twoje oczy dalekie
jak skurczone od mrozu poczwarki.
Za czym ty tęsknisz? za gromem,
który krąży po stanie przeczuć?
na co czekasz, pogrzebana domem
zamkniętym na klucz wiolinowy, na wieczór?
Co ty śpiewasz błądząc wśród domków
jak pielgrzymów na własnym pogrzebie:
"Mój kochanek utopii się w studni
wykopanej w wiosennym niebie".


Nie bój się nocy, ona zamyka
Drzewa lecące i ptasie tony
W niedostrzegalnych, mrocznych muzykach
W przestrzeni kute złote demony,
Które fosforem sypiąc wśród blasku
Wznoszą się białe, modre, różowe
Wznoszą się w lejach żółtego piasku,
W chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
Krople kosmosu, tabuny zwierząt,
Oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
Uczujesz ptaki i ciche konie,
Uczujesz kaształty, które nieznane
Przez ciebie idąc - tobą się staną.

Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
Ten strumień żywy przeobrażenia.
Duchy świecące, zwierząt pochody
Które zaklinam kształtów imieniem.

Ułóż wezbrane oczy w kołysce
Ciało na skrzydłach jasnych demonów
Wtedy przypłyniesz do mnie jak listek
Opadły w cichy, tygrysi pomruk.

21.XII.1941